(...)
jest pisane. może być wybornie, może wszystko jedno, gdy każdy jest pozorny...
komentarze [0].
komentarze [1]kamień zamknięty w czterech ścianach.
14 czerwca 2008
czy panujące warunki atmosferyczne, procesy przebiegające w przyrodzie, procedury rynkowe albo zmiana toku myślowego zachodząca w coponiektórych umysłach pozwala nam sądzić, że jest już lato?
źle na mnie działają te czynniki. pora zmian, najdogodniejsza z możliwych, minęła wraz z pierwszym wilgotnym snem tego roku.
od pewnego czasu znów obgryzam paznokcie, jestem znakomitym kandydatem na nosiciela klasycznego lenia w postaci zaawansowanej i trudnej do wyleczenia. marzę o krzywym zwierciadle, miast brać się za szlifowanie swych nierówności, tłumacząc sobie uparcie że harmonia i rytm to nuda.
może i tak. dla kogoś, kto ceni sobie widokowe czy doznaniowe ekscesy, wariacje form, wielorakość faktur i treści, wydarzeń, zmieniających się stopniowo w (nie)życiową gmatwaninę.
ja dziękuję. dla mnie to tylko fałszywa wymówka.
nie zależy mi na pogoni za sztucznym, wytworzonym w miarę rozwoju techniki, opalizującym blaskiem, błyskiem nieszczerych uśmiechów czy pozornie radosnych oczu.
niechętnam, by zerwać marne, choć skutecznie maskujące okleiny własnej siebie i pokornie wstąpić w opalony, oddychający miarowo, harmonijny i współbrzmiący radośnie tłumek, tłoczący sobie nawzajem do głów regularne głupoty.
nie oznacza to że jestem aspołecznym, samolubnym świrem. (choć czuć we mnie, na początek, kapkę mizantropii.)
raczej zagubioną, nie wiedzącą jeszcze dziewczynką. (niegdyś nieśmiałą, płochliwą i słodką.)
nie zamierzam szukać na terenach grząskich czy nadpsutych.
nie dam zabić w sobie ciekawości małej dziewczynki.
zabiegi o me ja. me własne ja, nie inne.
komentarze [1]nieważne.
stali tam. szeptali w żargonie, którego nie rozumiała.
sprawiła, że kurz osiadł im na zębach.
stała już jedną nogą w palenisku.
idą burze, płoną domy. nie czekają.komentarze [0]kornie.
30 kwietnia 2008
znoszę płacz i krzyki o każdej porze. wołania pragnienia i głodu. słucham nieskładnych narzekań, na które nie wiem, co można poradzić. obserwuję poprawy i zgorszenia. nie ustępuję głupotom. chronię przed użytkowaniem niebezpiecznych przedmiotów, jednocześnie kalecząc sobie język na tłumaczeniach. proszę, mówię stanowczym głosem, krzyczę. wpadam w złość. okrywam kocem. słucham zmyślonych historyjek. śmieję się, płaczę ze śmiechu. oglądam bajki. bawię się miniaturami dinozaurów.
jest fajnie. pieczemy razem ciastka. bylebyśmy nie nasmarkali do masy.
(...)
*

*
komentarze [1]poranek; grząsko.
2 marca 2007
Wypełniło się wszystko, po brzegi.
Tylko chmury wgniecione, puste, niknące.
Najpierw pozbędę się zmór i boleści, które przychodzą nad ranem.
Tak trzeba, żeby zmyć ślady popiołu, powtarzam, gasząc wszystkie możliwe pożary, które zdążyłeś po sobie zostawić.
komentarze [3]zapadam się, rozruszaj mnie.
4 lutego 2007
i znów - gorycz oblewa tylko wnętrze. działam jak grobla na rozlewisku; zapora ogniowa, całkowicie niepraktyczna przecież w rzeczywistości.
tu, na górze, zbuduję spoisty schron dla myśli. na tyle nieprzepuszczalny, by pozdychały wszystkie.
nie jestem literatką. szklanka nie jest pełna. ja też nie czuję się, ale gdybyś krzyknął we mnie, nie słyszałbyś tego potwornego echa, rozbrzmiewającego zazwyczaj między szklanymi ścianami.
a gdyby tak łyżką wykopać pod łóżkiem dziurę, podważywszy wpierw wieko podłogi i ... nie, nie, nie znajdę się przecież w ciepłej, pulchnej ziemi, pośród żyjątek, a w ciemnej przestrzeni, między betonem a zimnym powietrzem mojego pokoju.
ale przecież ... jestem na tyle twarda, że nie pozwoliłam im wypełznąć, a teraz dopiero skroplić się.
ale jeszcze ... kiedy przymykam oczy, widzę tylko gąszcz traw żółtych jak moje włosy otulone dymem, traw otaczających mnie, wysokich jak najwyższa wieża gotyckiego zamku, i ogromne niebo - jak cierpki, wilgotny owoc granatu.
(chyba uciekaliśmy
zanim jeszcze wolność).
odcisnęłam w ziemi ślad. nie wstanę.
mam ciało, mam duszę, ale nijak one się we mnie nie chcą skleić do kupy.
-w rozlewie, na skutek pęknięcia tamy. 00:30, wystukane na telefonie.
komentarze [0]oczy można zamknąć. tylko - na skraju prawdy rośnie dotyk.
24 stycznia 2007
nie umiem ładnie opowiadać o tym, co rani swą brzydotą i kalectwem.
o bajkach też skłamałam - moje są dziwne. nie piękne, kolorowe, z cudownym zakończeniem - lukrem i wisienką na wierzchu.
moje slowa zalane strumieniem natrętnych myśli - woda w biegu nie oszczędza przeszkód. wilgotne, zmurszałe, kruche. zatopione drewno - nadpsute ksylem, co równa się pleśń, w tym przypadku.
tutaj. kończy się droga.
później już tylko krok, po którym doskwiera brak czegokolwiek pod stopami. pewnego gruntu, czy chwiejnego podłoża - wszystko jedno. drugi kraniec, błyszczący z oddali kroplami osiadłymi na roślinności. spocone podszycie, rosa. esencja czucia.
schodzimy. zarzuć linę. ja pójdę tyłem.komentarze [10]horst, zrąb
27 grudnia 2007
grań, szczyty.
jesteśmy znów za daleko. dzieli nas droga - między brzegiem
a brzegiem i dwa palce prawej dłoni, a może cała ręka
- jak martwe drzewo; zerwany most.
kiedyś lubiłam się wspinać. dziś mamy przecież gwiazdy,
a dla leniwych miejsce wśród traw. pomiędzy są sieci pajęcze,
w których ręka nie powinna się nigdy zanurzać.
migotanie rozchwianych kropli wypala w tęczówkach blizny,
powstają przebarwienia
(skalane indygo). nić kurczy się gwałtownie,
zaciska. wtłacza w bladą skórę, tworzy ślady, tory dla zagubionych
dłoni. szczeliny gęsto przecinające marmur, prowadzące do wnęk.
nisza, gniazdo.
otwierałeś okno, mówiłeś: pachniesz ciepłem.
a ja wciąż czuję: jestem taka mroźna. ty jesteś okryciem,
przystanią. wyblakłym parapetem klinkieru
na którym przysiadam nocą
(surowa, zimna).
przyjmuję się, wnikam w szczeliny
i topnieję, gasnę.
zimą bez ciebie tlą się skąpo poranki. komentarze [2]Sanguine
.2 grudnia 2007.
głębokie pieprze. (pieprzyki, pieprzoty?)
rozgrzebane obłe blizny - znamiona niedalekiej
przeszłości, ziejące jadem zeszłych
wydarzeń.
błogo-sławiony ten czas, kiedy stan
stał się błogim i treści odlały się
w rozkoszne obłoki.
jednak powstała, obojętna na ciosy.
niejasną mantrą zamroczona,
toczy esencję. trwanie.
buduje odium na mocnych rudymentach.
hamartia indywiduum.
za co chcesz mnie ukarać? -
spytała. na błagania
nie starczyło lęku.
komentarze [1]przytulam się do Ciebie. jesteś taki ciepły.
.21 października 2007.
kiedy przybliżę skroń, mogę nawet usłyszeć, jak syczy. to prawie tak, jak gdybym czuła Twój oddech, ruch Twoich żeber.
- przesunięcie skroni.
przytulam się. jest tak cudownie biały, gładki gdy wędruję palcami po fakturze.
jesteś taki ciepły. to prawie tak, jakbym Cię tu miała, na wyciągnięcie lodowatej dłoni.
(prawie, choć ja wiem, że i uśmiech może ogrzewać przez długie zimowe wieczory.)
jest ... taki ciepły.
nie odchodziłabym, nie odrywała wcale skóry od powierzchni, gdyby nie te twarde żebra, odciskające znamiona na policzku.
jest zimno cały czas. od tego miałam zacząć.komentarze [1]lalalalalalalalala
komentarze [0]pokładamy się.
.13 sierpnia 2007.
pod moim łóżkiem mieszkają
bagienne potwory.
to bardzo fajne, że coś czuwa, znajduje się tak blisko. pilnują mnie, ale nie rozmawiamy.
pod łóżkiem jest skrytka, o której wiem tylko ja i w której z pewnością mogłabym zasiać tyle trawy, ile tylko zechcę, i nikt by się o tym nie dowiedział.
kiedy idę spać, jest zazwyczaj ciemno.
nad łóżkiem żyje
hoya carnosa. kiedy tylko poczuje, że oddech zwalnia i staje się równomierny, zbliża do mnie swoje
macki i zaciska na szyi. gdzieś w ciemnej przestrzeni próbuję złapać dech, szukam dłoni na poduszce. trzymam mocno prześcieradła, jednak chwilę potem znajduję się już pod łóżkiem, w błotnistej krainie, otoczona miękką trawą i potworami, obejmowana przez rośliny.
nie ma ciepła, przyjaznych dłoni.
zawsze można rozpiąć się na prześcieradle, rozkołysać w sobie przeczucia, wypachnieć ściętymi kwiatami.
wczołgać pod lżejszą korę.komentarze [6]Catastrophe.
.9 sierpnia 2007.
-ona nie ma duszy.
nie szkodzi. nie boli, nie zawadza.
obie wiemy, jak łatwo jest skłamać. odpędzić chęci, wyznania, pogrzebać rozmowę.
wiem, potrafiłyśmy kiedyś. dziś zdajesz się być całkiem obca.
nie chcę poznawać na nowo, budować sobie Ciebie od podstaw.
skończmy z tym kochana.
chyba nie powinnam była nawet próbować.
komentarze [7]so boundless I feel .
.31 lipca 2007.
wiesz, równie dobrze mogłabym wniknąć wgłąb ziemi i zamieszkać wśród lęków.
nie widzę możliwości, kłębiastego horyzontu i świetlistej przyszłości. ponadto coraz trudniej dostrzec sens.
nie chcę rozmowy, kawy i papierosów, rzygam współczuciem.
właściwie nie ma o czym mówić, prawda?
komentarze [4]
{zdjęcie:Rimfrost }